Przejdź do głównej zawartości

4 (15) - Robbie

Budzę się w nie swoim łóżku, a Rena leży na moim torsie. Całuję ją w czoło i delikatnie układam na poduszkach. Ubieram się i schodzę do kuchni. Szykuję synowi kanapki do szkoły i śniadanie dla naszej trójki. Niech chociaż raz Rena się wyśpi i odpocznie. Gdy wszystko jest gotowe idę do młodego do pokoju i delikatnie go budzę.
- Wstawaj, bo się spóźnisz. - mówię, zabierając mu kołdrę.
- Jeszcze chwilę. - burczy pod nosem, odwracając się tyłem do mnie.
- Jest po siódmej. Wstawaj. Czekam w kuchni z pysznym kakao. - rzucam i wychodzę.
Siadam przy stole i zaczynam jeść swoją porcję. Mój telefon znów się podświetla, więc sprawdzam co to za powiadomienie.
Nowa wiadomość od: Taylor.
Kasuję ją jak poprzednie 20, czyszczę rejestr połączeń i wyłączam komórkę. Chcę się teraz skupić na tej prawdziwej rodzinie.
- O Robbie. Zrobiłeś śniadanie? - zaskoczona, nieco zaspana Rena w szlafroku, wchodzi do kuchni.
- Dla Ciebie wszystko. Będę się o nas starał. - wstaję i całuję ją czule w usta.
W tym momencie Rob pojawia się w kuchni i szczerze uśmiecha.
- Awww. W końcu kogoś masz, mamo. - przytula się do jej pleców. - Dobrze, że jesteś. - spogląda na mnie wesoły. - Przynajmniej mama nie będzie płakać przez mojego ojca. Porzucił nas, nawet o mnie nie wiedząc. Mam nadzieję, że już nigdy nie wróci.  To totalny c**j.  - dodaje, a ja odwracam wzrok. Mówi to o mnie.
- Rob! Nie używaj takich słów! Są brzydkie! - Lovelis podnosi ton. Dyscyplina to podstawa.
- Ale ciocia Nia tak o nim mówi. - młody próbuje się bronić.
- To ja już sobie z ciocią pogadam. - oznajmia stanowczo i siada przy stole.

Po posiłku Rena odwozi go do szkoły, a ja wracam do swojego domu.
- Gdzie byłeś? - pyta od wejścia Taylor.
- Co Cię to obchodzi? - odburkuję i siadam w salonie.
- Byłeś u niej! - podnosi na mnie głos. - Byłeś u Reny! Ty...! - rzuca się na mnie z pięściami. - Zawsze wiedziałam, że coś do niej czujesz! Jesteś c***em! Świnią! - wyzywa mnie od najgorszych.
- Dość! To moje życie! - uderza ją z otwartej dłoni w policzek.
- Potwór z Ciebie! Uderzyć kobietę! - zaciska ręce ze złości i kopie mnie po kostkach.
- Odchodzę! - ruszam na piętro, a ona za mną.
- Nie odejdziesz do niej! Nie pozwolę na to! - krzyczy, szarpiąc swoje włosy. - Zabiję ją! Zabiję! - dodaje i wybiega z domu.
Przerażony chwytam za telefon i dzwonię do Reny.
- Uważaj skarbie. - mówię jej, gdy tylko odbiera.
- Na co? Co się dzieje? - pyta przejęta.
- Taylor wpadła w złość. Chodzi o Ciebie. Uważaj, proszę. - błagam ją, powstrzymując łzy.
Zależy mi na niej jak na nikim innym.
- Nie martw się o mnie. Umiem się obronić. - uspokaja mnie i rozłącza się.
Siadam oparty o ścianę w sypialni i próbuję się uspokoić. Wdech, wydech... I tak w kółko dopóki nie wraca Tay.
- I co!? Zostajesz!? - pyta, chwytając stojący na szafce wazon.
- Nigdy. Chciałem tylko oddać klucze i za godzinę mnie nie będzie. - odpieram i podnoszę nieco, gdy wazon rozbija się o ścianę nad moją głową. - Oszalałaś. Chyba bez psychiatryka się nie obejdzie. - stwierdzam i wracam do pakowania się.
Palumbo cały czas stoi nade mną, bawiąc się jednym z odłamków.
- A może lepiej będzie zabić Ciebie…? Wtedy ani ona ani nikt inny nie będzie Cię miał, a Ty nie będziesz już więcej na mnie krzyczał czy używał przemocy… - zaczyna mówić, wpatrując się we mnie.
- Proszę. Zrób to jeśli masz dość odwagi. - staję przed nią i rozkładam ramiona.
Dziewczyna upuszcza szkło i odwraca się ode mnie. Nie chce iść do więzienia, to pewne.
- I co? Tchórzysz? - rzucam zaczepnie.
- Odwal się ode mnie. - warczy i odchodzi.
Zostaję w pokoju sam i zastanawiam się co tak właściwie się wydarzyło. Taylor jest naprawdę dziwna ostatnim czasem, aż serio zaczynam się jej bać.

Komentarze

  1. Palumbo jest serio charakterna. Niech się lepiej gość boi.
    A mały Rob to taki słodziak, mimo tego przeklimania - czysty Picker :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz