Pod dom moich rodziców podwozi mnie Robbie.
- Dziękuję za drugą szansę. - mówi z uśmiechem i czule mnie całuje.
- Mam swoje powody, ale to przy innej okazji. Chyba masz nadal mój
numer? - pytam, wysiadając. To moje auto i dalej to on musi iść na pieszo.
- Oczywiście. Do jutra. - cmoka mnie jeszcze raz i odchodzi.
Przyglądam mu się przez chwilę, jak idzie, pocierając o ramiona z
ubranym na mokre włosy kapturem.
- Zaczekaj! Podrzucę Cię do domu! - wołam za nim.
Gdy się odwraca zauważam jego piękny uśmiech. Podchodzi do mnie i
bierze w ramiona.
- A co na to twoja rodzina? - spogląda na mnie zmartwiony.
- Nie martw się. Zabiorę od mamy tylko syna i jedziemy. - odpieram i
znikam za drzwiami. - Rob, chodź. Wracamy do domu. - pokazuję mu ręką. - Czekam w aucie. - dodaję i wracam do Pickera.
- Masz syna? - jest zaskoczony.
- Mamy, Robbie. Mamy. - poprawiam go, zajmując miejsce kierowcy.
Blondyn siada obok mnie bez słowa. Odwraca wzrok w drugą stronę. W tym
momencie na tyle siedzenie wskakuje młody. Rzuca plecak na bok, zapina pas i
dopiero teraz podnosi wzrok.
- Dzień dobry. - rzuca, zawstydzony patrząc na swoje buty.
- Jakie dzień dobry? Cześć. - Picker odwraca się do niego i wyciąga do
niego rękę. - Robbie.
- Rob. - syn ostrożnie ściska jego dłoń, podnosząc na mnie oczy.
Rzeczywiście, sytuacja jest niezręczna. Chyba się domyślił kim jest
dla niego Robbie.
- Możemy już jechać? - pytam, odpalając silnik.
- Tak. - odpowiada ukochany i zapina pas.
Młody przygląda się nam uważnie, jakby chciał się o coś zapytał, ale
się bał.
- Czemu jesteście mokrzy? - odzywa się w końcu, a my parskamy
śmiechem. To było niesamowite. Kochaliśmy się w szkolnej szatni pod prysznicem.
- Mały wypadek. Zbyt śmieszny, by o tym mówić. Jesteś jeszcze za
młody. - chłopak ratuje sytuację.
- Tam gdzie wcześniej czy inny adres? - zerkam na niego. Przez 10 lat
wiele mogło się zmienić.
- Inny, ale nie chcę tam wracać. Kiedyś Ci to wyjaśnię. Jadę z Wami. -
odpiera, posyłając mi znaczący uśmiech. Już wiem co kombinuje.
W domu szykuję kolację dla chłopaków, a Robbie pomaga synowi w
lekcjach. Nie obawiam się, że mu powie, bo najpierw sam musi się do tego
przyzwyczaić.
- Posiłek! - wołam, stawiając ostatni kubek z herbatą na stole.
- Zaraz! - odpowiada mi Rob, a po chwili oboje wbiegają do kuchni ze
śmiechem.
- Siadajcie. Dziś niewegańska kolacja. - oznajmiam i siadam
naprzeciwko Pickera.
Cały wieczór patrzymy sobie prosto w oczy. Brakowało mi go, to pewne.
Gdy Rob już śpi, my kładziemy się w mojej sypialni, zwróceni do siebie
twarzami.
- Widzę, że wiele się zmieniło... Wiele, ale nie Ty. Nadal jesteś piękna. - mówi, wkładając rękę
pod moją koszulkę do spania.
- Dziękuję. - uśmiecham się do niego. Czuję jego palce, które gładzą
moje plecy. - Powiesz mi czemu nie chciałeś wrócić do domu?
- Taylor. Pamiętasz, jak widziałaś nas razem po eksperymencie? Nie
mogłem jej zostawić samej, po tym jak
Justin porzucił ją w ciąży. - zaczyna mi opowiadać. - Z początku było ciężko,
ale dawałem radę. Dopiero niedawno zaczęło się prawdziwe piekło. Ciągle
narzeka, ciągle się focha. Jest złośliwa, kłóci się o byle co i zawsze wszystko
zwala na mnie. Czuję się przy niej jak zwłoki, nie człowiek. Jesteś moim ratunkiem
z tej sytuacji. Twoja miłość podnosi mnie, pozwala żyć i daje siłę do walki o
lepsze jutro. - muska moje wargi. - Pomyśl, nawet rodzice mnie opuścili. Nie
obchodzi ich mój los... - mruga oczami, zapewne aby odpędzić łzy. - Wiele razy
myślałem o samobójstwie, jednak uczucie do Ciebie, nieposkromiona miłość i wszechogarniająca
tęsknota trzymały mnie tu... Tylko dla Ciebie żyłem. Teraz będę żył dla nas,
Ciebie, mnie i naszego syna. - mówi zdecydowanie, a kąciki jego ust lekko się
unoszą.
- Dobra decyzja. - całuję go czule i wtulam, wdychając jego zapach.
Picker wolontarystycznie przygarnął Palumbo, w ona jeszcze się focha.
OdpowiedzUsuńBuziaki i do jutra.