Wychodzę z gabinetu dyrektora, a na korytarzu już czeka Robbie i Rob.
Młody opowiada mu o eksperymencie, który mieli zrobić na lekcji z Alexem i o
tym jak wtedy się posprzeczali.
- No i wtedy on powiedział do mnie: "Ty lalusiu, twoja stara nie
zabierze mojej mamusi Robbiego. On nigdy nie będzie z wami. Co z tego, że jest
twoim tatą.". A ja mu na to:
"Ale on woli moją mamę. Kocha ją.". I wtedy rzucił się na mnie z
pięściami, a ja mu oddałem, o tak. - wymachuje rękoma w powietrzu. - A wtedy on
zaczął Cię obrażać. "Puszczalski, dupek, cham...". - przytacza
sytuację.
- Już jestem. - cmokam Pickera w polik i biorę syna za rękę. -
Jedziemy na obiad, co chłopaki? - proponuję i ruszam w stronę parking.
- Przygotuję Wam rollo, co? - oznajmia Robbie, wsiadając do auta.
- Jeśli chcesz. Kuchnia jest twoja. - odpieram i odpalam silnik.
Siedzimy w kuchni i jemy posiłek przygotowany przez Pickera.
- Mamo, mogę się o coś zapytać? - Rob nagle zmienia temat.
- Pewnie synku. - odpowiadam z czułością.
- Czemu mi nie powiedziałaś, że to mój tata? - wskazuje wzrokiem na
blondyna.
- Chciałam, abyście najpierw się dobrze poznali. Nie chciałam, abyś go
znienawidził. Robbie wszystko mi wyjaśnił i zasługuje na drugą szansę. - mówię
spokojnie, zerkając co chwila na ukochanego. On za to uśmiecha się serdecznie.
- A tak w ogóle to skąd wiesz?
- Alex mi powiedział, a Robbie potwierdził. - odpiera i bierze do ust
kolejny kawałek rollo.
- Serio? Już się przyzwyczaiłeś? - spoglądam na 33-latka.
- Tak. To najwyższy czas dorosnąć do roli ojca. - chwyta moją dłoń
leżącą na stole.
- Naprawdę się cieszę. - pochylam się nad stołem i czule całuję
Robbiego.
Od teraz rodzina jest komplecie.
Po obiedzie Robbie nie jedzie do siebie po rzeczy, gdyż młody
potrzebuje go do odrobienia lekcji z matematyki. Nawet lubi ten przedmiot, ale
przez sposób nauczania niebyt rozumie. Zaparzam im herbat, przygotowuję
ciasteczka i siadam obok Pickera, przytulając głowę do jego ramienia.
- I wtedy to się skróci... - chłopak zapisuje na kartce rozwiązanie. -
Spróbujesz kolejny przykład sam? - podsuwa mu zeszyt i oddaje długopis.
Rob w skupieniu liczy, a my spoglądamy na siebie z uśmiechem.
- Zdolny jest. - szepta mi do ucha.
- Wiadomo po kim. - odpieram i przyglądam się młodemu.
- No ba. Z takimi genami Morze Enea Picker to musi być. - dodaje i
cmoka mnie w policzek.
- Sprawdzisz? - pokazuje na zapiski.
Ukochany sprawdza je przez chwilę, strojąc przy tym głupie miny.
- Tak. Jest okay. Zrób resztę to sprawdzę. - odpiera i bierze swoją
herbatę.
Reszta dnia mija nam w spokoju. Młody do późna wariuje z Robbiem, a
potem szybko zasypia. My za to do późna rozmawiamy o przyszłości. Picker
przytula mnie jeszcze mocnie, cmoka w czoło i szepta do ucha.
- Śpij dobrze, księżniczko. Wiesz doskonale, że rano czeka Cię
praca...
- Wiem, wiem. - burczę pod nosem i układam się wygodniej. - Dobranoc
kochanie. - cmokam go w usta i przytulam głowę do jego torsu.
Zasypiam od razu, czując jego ciepło i kojący zapach.
Mój ulubiony rozdział! Ja go zawsze nazywałam "A on mi trach, a ja mu bach!" - cytat z Roba :D
OdpowiedzUsuńEksperymenty w tej rodzinie zawsze się źle kończą...
Pozdrawiam.