Przejdź do głównej zawartości

5 (16) - Rena

Gdy tylko Nia wsiada do mnie do auta, aby jechać do studia, zaczynam rozmowę.
- Czy to prawda, że powiedziałaś przy młodym, że jego ojciec to c**j? - pytam, cały czas skupiając się na drodze.
- Może mi się wymskło. Nie chcę go demoralizować. - odpiera i wyciąga z kieszeni telefon.
- Proszę, pilnuj się przy nim. - mówię, zerkając przez sekundę na wyświetlacz w jej telefonie. Ostro flirtuje z Brennanem. Zbytnio się oddaliła od Nate'a. Boję się, że ich 'idealne' małżeństwo się rozpadnie.
- Okay, okay. - zbywa mnie i wraca do poprzedniego zajęcia.
Kończę temat i nie odzywam się do niej przez resztę drogi.

Po 5h w studiu z zespołem jadę do domu rodziców odebrać Roba. Mój ojciec lub Nate jeżdżą po niego do szkoły, bo ja często najzwyczajniej nie zdążam. Staję w progu, pokazując Nii, aby była cicho i słucham o czym młody opowiada moim rodzicom i Saisowi.
- No i oni w nocy byli bardzo głośno. A rano się całowali w kuchni... - opowiada, mlaskając przy tym. - Nie znam go, ale to wysoki blondyn, z kolczykami wardze i nosie i miał na imię podobnie jak ja... Robbie, chyba. - mówi dalej, a ja biorę głęboki wdech i wchodzę do kuchni.
- Już jestem. - przerywam im. Rob nie może się dowiedzieć, jeszcze nie teraz. - Możemy jechać do domu? - pytam, opierając się o jego krzesło.
- A nie zjesz nic? - mama spogląda na mnie z czułością.
- Jeśli nalegasz. - siadam przy stole.
Po chwili dołącza do nas Nia. Zapewne najpierw poszła przywitać się z dziećmi. Strasznie za nimi tęskni jak jest w pracy.
- Młody mówił, że Robbie u was był. To prawda? - pyta mama stawiając przede mną talerz, na którym są ryżowe kulki z sosem sojowym.
- Tak. Spotkaliśmy się na zebraniu. - wyznaję, biorąc pierwszy kęs do ust.
Tata Kenny na moje słowa podrywa się z miejsca i głośno wzdycha.
- Po dziesięciu latach nagle chce wszystko naprawić!? - mówi, a wręcz krzyczy. - A Ty jeszcze tak szybko mu uległaś!? Nie jesteś chyba moją córką! Gdybyś była na pewno byś tak szybko się z nim nie p******ła! - uderza mnie z otwartej ręki w polik.
Chwytam się za piekące miejsce, powstrzymując łzy.
- Kenny dość! - matka staje w mojej obronie. - Po pierwsze, przeproś Renę. Po drugie, nie używaj brzydkich słów przy Robie. Ty i Nia macie taki zły nawyk, a Rena potem kłopoty w wychowaniu. I po trzecie, daj Pickerowi szansę. Może się zmienił.
- Nie będziesz mi mówić co mam robić, Ana! - odwraca się do niej i przyciska za ramiona do ściany. - Teraz doskonale wiesz, czemu nigdy Cię nie poślubiłem i czemu Cię zdradzam! - krzyczy, a matka siada na ziemi i skula się.
- Tato, odpuść. Weź głęboki wdech i się uspokój - Nia kładzie mu rękę na ramieniu, a ten ze spojrzeniem pełnym agresji odpycha ją, aż upada na ziemię.
- Nie będziesz tak traktował kobiet! Póki ja tu jestem, lepiej się pilnuj! - Nate rzuca się na niego z pięściami.
Automatycznie, przez rodzicielską troskę, zasłaniam synowi oczy. To co tu się dzieje to jakiś cyrk. Jednego dnia jesteśmy kochającą rodziną, a następnego najchętniej byśmy się pozabijali.
Biorę Roba za rękę i wychodzę. Nie mogę już znieść tego wszystkiego.
- Wsiadaj. - otwieram samochód i zajmuję miejsce kierowcy. Odjeżdżamy z piskiem opon.

Komentarze

  1. Co to za patologia jest!
    Tylko Roba żal... Picker powinien go odebrać!
    Pozdrawiam i czekam co jutro.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz