Nate poprosił mnie, abym do niego przyjechał, więc bez wahania
wsiadłem do samochodu i przyjechałem. Ana wyszła z dziećmi na spacer, a Kenny
jak zwykle jest w "pracy", więc możemy spokojnie porozmawiać.
- Już dobrze. - przytulam go mocno, uspokajając.
- Jak mam się uspokoi? Mam
wyrzuty sumienia. - mówi, a głos mu drży. - Myślałem, że tak będzie lepiej, ale
chyba to był błąd. - dodaje niespokojny.
- Zrobiłeś to, bo kochasz Nię i nie chcesz jej stracić, a on był twoim
przeciwnikiem. Spokojnie Nate. Uznają to za wypadek. Przecież sam mógł przez
przypadek nie zakręcić kuchenki gazowej i nie domknąć kominka. - tłumaczę mu.
Gdybym musiał coś takiego zrobić, aby nie stracić Reny, nie zastanawiałbym się
czy to słuszne.
- Ale Robbie, ja go zabiłem! - zrywa się z kanapy i podchodzi do regału
z książkami. - Nie wiesz jak mi jest ciężko. Z jednej strony mam wyrzuty
sumienia, a z drugiej muszę udawać przed wszystkimi, a zwłaszcza wścibskimi
sąsiadkami, idealnego męża i ojca. To cholernie trudne! - uderza ze złością w
ścianę, klnąc pod nosem z bólu.
- Po pierwsze, zapomnij o tym. Po drugie, co Cię, do jasnej cholery,
obchodzą stare baby? Im zawsze coś nie pasuje. P***rz to! - wstaję i kładę mu
rękę na ramieniu. - Jeden grzech nie sprawia, że jesteś najgorszy i pójdziesz
do piekła. Nie takie rzeczy się robiło w młodości. - rzucam ze śmiechem, a on
także zaczyna się śmiać.
- Wiesz co, masz rację. - stwierdza i otwiera barek. - Muszę
koniecznie wznieść toast na cześć mojego najlepszego kumpla! - wyciąga dwa
kieliszki i czystą wódkę. Przywiózł ją kiedyś zza granicy. Dużo podróżowali z
Nią nim urodziło się im drugie dziecko. - Twoje zdrowie! - podaje mi alkohol i
stukamy się kieliszkami.
- Za naszą wieczną przyjaźń! - dodaję i upijam łyk.
Jestem szczęśliwy, że między mną a Saisem znów jest wszystko dobrze,
po staremu.
Wracam do domu i nie mogę uwierzyć własnym oczom. Rena i Taylor tulą
roztrzęsioną Nię, która głośno szlocha.
- Pojechałam do Santa Barbara, bo umówiliśmy się z Brennanem i wiesz
co zobaczyłam… - mówi, krztusząc się łzami. - Resztki domu. Same gruzy,
rozumiesz!? - potrząsa Palumbo.
- Nia, skąd wiesz, że był akurat w środku? Mógł uciec… - Rena próbuje
ją uspokoić.
- Dzwoniłam i był poza zasięgiem. Na pewno nie żyje. Odezwałby się… -
ciągnie nosem.
- Coś się stało? - pytam, wchodząc do salonu.
- Brennan nie żyje! - Ni od razu wykrzykuje i pogrąża się w jeszcze
większej rozpaczy. Strasznie to przeżywa. Nie wiem co powiedzieć, aby nie wydać
Saisa.
- To okropne. - wymyślam i siadam na podłodze, obok dziewczyn. - Nia,
przecież to tylko twój były… Nie rozumiem dlaczego aż tak to przeżywasz… Masz
Nate’a, dzieci… - mówię do niej spokojnie, trzymając jej dłoń w swojej.
Rena spogląda na mnie z wdzięcznością, a Taylor uśmiecha się lekko.
Same zapewne nie dałyby rady z Nią.
- Ty nic nie rozumiesz. Kochałam jego, nie Nate'a. - odpiera,
ocierając łzy. - To małżeństwo było tylko dlatego, że matka mi kazała.
Stwierdziła, że dwadzieścia trzy lata to idealny wiek na ślub. Nigdy nie
kochałam Nate'a tak jak on kocha mnie. - zaczyna nam tłumaczyć.
W tym momencie w drzwiach staje Sais, który był odebrać Roba ze
szkoły. Chyba wszystko słyszał.
- Przywiozłem młodego. - oznajmia i odwraca się do wyjścia. - Widzimy
się w domu, kochanie. - dodaje i wychodzi trzaskając drzwiami.
Spoglądamy po sobie przez chwilę.
- Idę zrobić mu obiad. - wstaję, otrzepuję spodnie i znikam w kuchni.
- Czemu ciocia Nia jest smutna? - pyta mnie syn, siadając przy stole.
- Prywatne sprawy. - odpowiadam. Nie chcę mu mówić o tym co się stało.
Jest za młody.
- Ah... - wzdycha i zaczyna machać nogami. - Ale to nie zmieni nic i
pobierzecie się z mamą? - podnosi na mnie wzrok.
- Oczywiście, że nie, słońce. - odpieram i podaję mu talerz z zupą. -
Smacznego.
- Dzięki. - rzuca i zabiera się za jedzenie.
Podchodzę bliżej salonu, opieram się o ścianę i słucham o czym dalej
rozmawiają.
- Naprawdę chcesz się z nim rozwieść? To nierozsądne. - słyszę głos
Reny. Jest poirytowana zachowaniem siostry.
- Tak będzie lepiej. Uwierz mi. - odpowiada jej Nia.
- Przemyśl to. - radzi jej Taylor.
- Nie dzięki. Podjęłam już decyzję. - Nia wstaje, zabiera swoje rzeczy
i wychodzi.
- I co? - pytam, patrząc na dziewczyny.
- Jest uparta. Nie pomożemy jej, choć byśmy niewiadomo jak bardzo
chcieli. - odpowiada Rena i przytula się do mnie. - Dobrze, że między nami jest
tak jak jest. - całuje mnie.
- Będę się zbierać. Muszę odebrać Alexa od rodziców. - Palumbo bierze
swoją kurtkę, cmoka Renę w polik i wychodzi.
- Nie wierzę. Czy wy się normalnie dogadujecie? - patrzę zaskoczony na
Lovelis.
- Tak. Czemu nie? Pogadałyśmy i jest okay. - odpowiada i wtula się we
mnie. Cieszę się, że tak szybko Tay to naprawiła.
Zaj**ał Brennana, a Robbie mu jeszcze wtóruje!? Chociaż w sumie to dobre rozwiązanie ;) Biedny Nate... Ona go nigdy nie kochała... To boli.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i czekam co dalej.