Przejdź do głównej zawartości

2 (13) - Robbie

Zamknij się w końcu! - podnoszę głos na Taylor, która tylko narzeka jak to ma źle w związku ze mną. Od dziesięciu lat toczy ze mną wojnę o Renę. Upiera się, że nadal kocham Lovelis, dlatego nigdy się jej nie oświadczyłem. A tu wcale nie o to chodzi. Po prostu nie chcę być jak zwierzę w zoo. Zamknięty w klatce, tylko na pokaz.
- Nie krzycz. - robi smutną minę, siadając skulona pod ścianą.
- Nie będę, jeśli przestaniesz narzekać. - odpieram oschle i odwracam wzrok. W drzwiach stoi Alex, jej syn z Justinem. - Wychodzę. - oznajmiam i ruszam do drzwi.
Młody od razu idzie przytulić się do matki. Cholernie mi go żal. Tay, gdy tylko się o tym dowiedziała, chciała się go pozbyć. To było tamtego dnia, krótko po rozpoczęciu przeze mnie eksperymentu. Justin jak tylko poznał prawdę, stchórzył i tyle go widzieliśmy. Spotkałem kiedyś Devina, który powiedział mi, że Muncy wyjechał na stałe do Europy i przygrywa jakiejś solistce. A co do Kennedy’ego, nasze stosunki się polepszyły. Był wściekły, kiedy opuszczał Lovesick Riot, ale w końcu mu przeszło. Owszem, zespół dalej funkcjonuje, ale teraz bez Nate’a. Zostawił nas po tej całej akcji. Podejrzewam, że chodziło tu tylko i wyłącznie o Nię, pewnie postawiła mu ultimatum "on albo ja".
Wciągam świeże powietrze głęboko w płuca i idę powoli ulicami LA. Zabawne jest to, że mieszkamy z Reną w tym samym mieście, a jeszcze się nie spotkaliśmy od tamtego dnia. Widocznie coś nas od siebie odciąga.

Tego popołudnia, Taylor stwierdza, że się źle czuje i ja muszę iść do młodego na zebranie. Wchodzę do budynku szkoły, a następnie do wskazanej przez młodego sali. Zajmuję miejsce gdzieś z tyłu i czekam aż ta stara i nudna nauczycielka powie to co ma i będę mógł iść do domu, obejrzeć mecz i napić się alkoholu. Palumbo wykańcza mnie z każdym dniem coraz bardziej.
- Witam wszystkich zgromadzonych rodziców… - zaczyna w końcu wychowawczyni. Słucham jej tylko po części, bo tylko po części dotyczy to Alexa.
Rozglądam się po sali. Większość to przewrażliwione mamuśki, mniejszość to ojcowie. No i jestem jeszcze ja. Nawet nie spokrewniony. Odwracam wzrok w stronę okna i zauważam w jednej z ławek Renę. Jestem zszokowany. Rena? Co ona tu robi? Staram się o niej nie myśleć, ale nie umiem. Może jednak Taylor ma rację i nadal kocham Lovelis?

Po zebraniu, łapię Renę za rękę, nie pozwalając jej odejść.
- Chciałbym porozmawiać. - oznajmiam, patrząc jej prosto w oczy.
- Nie mamy o czym. Widzę, że idealnie ułożyłeś sobie życie. - rzuca i rusza przed siebie.
- Daj mi chwilę, chcę coś powiedzieć. - kroczę tuż za nią, nie odpuszczając.
- Po dziesięciu latach masz mi coś do powiedzenia? Chyba się nieco spóźniłeś. - odpiera oschle i idzie dalej. - Daj mi spokój. Muszę jeszcze coś załatwić z nauczycielem wychowania fizycznego. - dodaje i znika w kolejnym korytarzu.
- Wiesz, ja akurat też. - wymyślam na miejscu i idę za nią aż pod odpowiednie drzwi.
- Jesteś cholernie uparty, Picker. - zauważa, przechodząc kawałek dalej. - Okay, porozmawiamy. Chodź. - rusza do damskiej szatni.
- Chyba miałaś coś załatwić? - przypominam jej.
- To był tylko pretekst, żeby Cię tu zaciągnąć. Tęskniłam. - zarzuca mi ręce na szyję i zaczyna całować.
Kieruję się z nią w stronę kabin prysznicowych, po to aby nikt nam nie przeszkadzał. Opieram ją o ścianę i całuję jeszcze namiętniej.
- Też tęskniłem.  - wyznaję i ściągam z niej kurtkę, rzucając ją na krzesło stojące w rogu.
Dziewczyna nie pozostaje mi dłużna i zdejmuje moją bluzę, zahaczając o wajchę. Woda z prysznica zaczyna nas moczyć, ale nas to nie obchodzi. Całujemy się dalej, pozbywając się kolejnych rzeczy. Krople wody spływają po jej twarzy, a na jej ustach zauważam uśmiech, który jest najcenniejszy na świecie.

Komentarze

  1. Ale oni oboje są napaleni:D
    A Picker w sumie jest głupi, że siedzi z tą Palumbo jak ona go wkurza...
    Pozdrawiam i czekam co dalej.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz